Feeds:
Posty
Komentarze

Posts Tagged ‘kosynierzy’

Nasza epicka opowieść o bohaterstwie, męstwie, poświęceniu, walce i głupich wybrykach zaczyna się o godzinie 7:30 pod Pizzą Hut koło Rotundy. To tu nieliczni, acz nieustraszeni zawodnicy Gromu Warszawa ustalili miejsce zbiórki przed wyprawą do Poznania, gdzie 27.03.2010 odbyły się pierwsze sezonie 2010 rozgrywki męskiego lacrosse.

Prawdziwie epicka!

Punktualnie o godzinie 8:00 ruszyliśmy na Poznań. Tej. W pierwszym samochodzie jechali Suseł (kierowca), Talent (pilot) i sprzęt. Jechał też Joachim (irytująca postać drugoplanowa) . Załogę drugiego auta stanowili Tomek (kierowca), Krzysiek (pilot), Daniel (podopieczny Magistra Maja) i Karol. Oraz sprzęt. Dużo sprzętu. Za dużo sprzętu. Na własną rękę do Poznania wybierali się wcześniej Glen i Kuba.

Przygoda zaczęła się oczywiście od małego nieporozumienia, w skutek którego Maj z kolegami zjechali pod CH Janki, podczas gdy my systematyczne połykaliśmy kolejne kilometry. Przy stylu jazdy kierowcy czarnej Hondy minęło sporo czasu, zanim znów ustawiliśmy się w kolumnę.

Jadąc w kierunku Rawy Mazowieckiej odbieraliśmy kolejne coraz bardziej rozpaczliwe telefony z prośbą o znalezienie „jakiegoś fastfood’u”. Niestety dosięgła nas „klątwa Małego Głoda” i wszystkie odwiedzane przez nas bary i restauracje były zamknięte. Trzymaliśmy jednak fason i z Rawy ruszyliśmy w kierunku autostrady A2. Przez kilkanaście kilometrów przyszło nam nawet jechać drogą półtora pasmową . Gdy wreszcie wjechaliśmy na szczytowe osiągnięcie polskiej myśli inżynieryjnej (pozdrawiamy drogowców) pomknęliśmy jak strzała marząc tylko o jednym – śniadaniu prawdziwych sportowców.

Czekało ono na nas, wraz z uroczą niespodzianką w postaci zawodniczek Sztormu Warszawa, w restauracji znanej z dbałości o zdrowie i kondycję – McDonalds. Nadmiar cukru w spożytym posiłku sprawił, że Talent zaczął przejawiać dziwną nadpobudliwość. Nie przeszło mu nawet, gdy zapakowaliśmy się powrotem i pojechaliśmy dalej. W pewnym momencie, mając MOJE okulary na twarzy chwycił kij do lacrosse, otworzył okno, wychylił się i zaczął nim (kijem, nie oknem) wymachiwać na mijane samochody. Do środka wrócił już bez okularów.

Bez kolejnych większych incydentów wjechaliśmy do Poznania, gdzie Maciek wykazał się talentem nawigatora. Tylko raz zgubiliśmy się w drodze na stadion, mieliśmy za to okazję poznać uroki mniej znanych zakątków tego miasta. Miasta, które powitało nas zimnem, deszczem i wiatrem.

Lekko onieśmieleni zaparkowaliśmy nasze wierne maszyny pod stadionem i obładowani ekwipunkiem udaliśmy się do szatni wrzeszcząc na całe gardło „Grom Warszawa”. Niech wszyscy wiedzą, że przyjechaliśmy, czy nie?

Organizatorzy, czyli drużyna Poznań Hussars, przeprowadzili komisyjne losowanie, w wyniku którego mieliśmy rozegrać pierwszy i ostatni mecz w turnieju. Było to nam bardzo na rękę, bo nasz skład wyglądał następująco:

D: Krzysiek, Kuba, Tomek oraz Piotr z Kraków Knights

M: Glen, Joachim, Marcin, Bartek i Karol oraz Łukasz z Kraków Knights

A: Daniel, Karol, Maciek oraz Garrett z Kraków Knights

Grom Warszawa & Friends

Dodatkowo w meczu z Hussars jako bramkarz wspierał nas Jim, który w meczu z Wrocławiem zagrał w polu, a na bramce zastąpił go Tadeusz, bramkarz Hussars.

Jak widać, dysponowaliśmy wyjątkowo krótką ławką.

Przejdźmy więc do rzeczy, czyli tego, co stało się po pierwszym gwizdku meczu z Poznań Hussars. A działo się dobrze, bo po kilku akcjach Garrett zdobył pierwszą bramkę dla Gromu! Niedługo później, celnym strzałem z biegu na 2:0 podwyższył Joachim. Niestety, mimo walecznej postawy popełniliśmy wiele błędów w obronie. Jim szalał na bramce miotając w naszą stronę polecenia. Jednak agresywna i fizyczna postawa graczy Poznania, którzy po pierwszym szoku ze zdwojoną energią ruszyli do odrabiania strat. Pierwsza kwarta zakończyła się wynikiem 2:2.

Po przerwie dać znały o sobie nasze problemy kadrowe. Zmęczeni pozwalaliśmy na przepuszczanie indywidualnych zwodów, dużym problemem okazały się slide’y – nie popisaliśmy się w tym elemencie. Tak, jak w walce o ground balle, gdzie wyszło na wierzch dobre przygotowanie fizyczne zawodników z Poznania – a także ich ambicja. Ewidentnie mieli nastawienie (patrząc na ich postawę w późniejszym meczu z Wrocławiem), że nie będziemy stawiać oporu, dlatego grali mniej ostrożnie i zachowawczo, a bardziej „do przodu”.

Najbardziej dramatyczna sytuacja przydarzyła się jednak Krzyśkowi. Cytując naoczną relację Tomka:

„Zszedłem na zmianę, gdy usłyszałem dobiegający z boiska jęk rozpaczy: „Tomek, Tomek, połamałem kij, a Piotrek mówił, że jest niezniszczalny” – krzyczał Krzysiek prezentując malowniczo rozłupany kij, na który czekał ponad 3 miesiące i zapłacił bagatela 350 PLN.

Po przerwie rozpoczął się najbrzydszy fragment meczu. Gra była szarpana, kontuzja nogi wyeliminowała wcześniej Glena, zawodnicy walczyli ostro i brutalnie. W efekcie zarobiliśmy jedną z bardzo niewielu kar na Turnieju. Talent popsztykał się z Markiem z Poznania i obaj na 2 minuty zeszli ochłonąć za niesportowe zachowanie. Zawodnicy Hussars wykorzystywali wszystkie swoje atuty. Dla Warszawy bramki zdobyli jeszcze Karol (piękna asysta Susła ) i Joachim (znów, niemal identyczny strzał z dystansu).
Mecz zakończył się wynikiem 9:4.

W przerwie na mecz Kosynierów z Hussars wszyscy zajęliśmy z góry upatrzone pozycje taktyczne w ciepłej szatni, starając się zregenerować nadszarpnięte ciężką walką z Poznaniakami siły. Okazało się też, że kolejne osoby odczuły negatywne skutki gry. Talent obawiał się o swoje żebra, które – w wyniku brutalnego ataku kijem trzymanym w obu rękach – zostały złamane. Czas starcia między Wrocławiem a Poznaniem (zakończonego wynikiem 3-2 dla Hussars) wykorzystaliśmy także na analizę naszej gry. Mimo tego, że zagraliśmy powyżej oczekiwań popełnialiśmy dużo błędów. Jednak Michael Jordan nie byłby tym, kim jest, gdyby nie spudłował 9000 rzutów w karierze. Nie byłby tym, kim jest gdyby nie przegrał 300 spotkań. Trzeba umieć przegrywać. A my wyciągnęliśmy wnioski i byliśmy bardzo zmotywowani, żeby się do nich zastosować.

Na mecz z Kosynierami Wrocław wyszliśmy pełni nadziei na dobry występ. Nie mieliśmy nic do stracenia, ale mogliśmy udowodnić, że w tym sezonie Grom Warszawa nie będzie chłopcem do bicia. Wiedzieliśmy, na co nas stać. Przez cały okres przygotowawczy ciężko pracowaliśmy i teraz nadszedł moment, żeby zainwestowane środki, energia i czas przyniosły zyski.

Wybaczcie proszę marnemu kronikarzowi, jednak w tej chwili przebieg wydarzeń owego pamiętnego starcia zanikł gdzieś schowany pod zasłoną euforii i ekstazy z powodu zwycięstwa. Każdy świadek niech swoim głosem opowiada tą historię… Lub po prostu obejrzyjcie relację z meczu, którą nakręciły dla nas wspaniałe dziewczyny ze Sztormu Warszawa.

Pierwsza kwarta pokazała, że Wrocław zagra zupełnie odmiennie od Poznania. Mieliśmy więcej miejsca, żeby rozegrać piłkę, walka nie odbywała się początkowo na ziemi. Oba zespoły miały możliwość rozegrania ustawienia 2-3-1 (Wrocławianie mówili o hokejowym „zamku”).

Od początku nasi napastnicy radzili sobie świetnie. Agresywny pressing z ich strony powodował, że wrocławscy obrońcy popełniali błędy. Jednak mimo wyrównanej gry pierwsi bramkę strzelili Wrocławianie. Indywidualny zwód J.Rydzaka – który minął Łukasza z Kraków Knights – spowodował, że znów zawiodło wsparcie. Mimo dobrego slide’a Joachima gracz z numerem 17 na błękitnej koszulce zdołał podać do kolegi, którego nasz pomocnik musiał odpuścić. Nikt nie zdążył z drugim slidem i tak straciliśmy pierwszą bramkę.

Przy wznowieniu wróciła niemal w całości pierwsza linia warszawskiego Gromu. Wrocławianie wygrali face-off i starali się rozegrać atak pozycyjny. Jednak prosty błąd w przyjęciu w okolicy środka boiska sprawił, że obdarzony największym refleksem, grający z numerem 7 („Kto to jest?!” wyrywało się z ławki Kosynierów) Talent podniósł piłkę, i minąwszy z łatwością zwodem jednego obrońcę pomknął na bramkę goniony przez zupełnie bezradnych Wrocławian. Strzał i gol! Grom znów udowadnia, że potrafi strzelać bramki i robi to pięknie!

Kto to jest?!

Po niecałej minucie Warszawa wyrównuje, a Talent z kolegami z drużyny odstawia z radości scenkę rodzajową pt. „mam karabin i was bardzo zastrzelę” . Po wznowieniu rozległ się gwizdek na zakończenie pierwszej kwarty.

Mimo, że po kolejnym face-offie piłka zostaje na połowie Wrocławian wola walki i opanowanie Joachima sprawia, że to Grom konstruuje pierwszy atak w drugiej części meczu. Mimo niecelnego podania od Jacha do Susła piłkę podnosi z ziemi Garett, który idealnie feeduje Karola. Ten przymierza precyzyjnie i … trafia w słupek! Tylko centymetry dzielą nas od objęcia prowadzenia! Szybki atak to to, co Grom lubi najbardziej!

Wrocław szybko otrząsnął się z początkowego szoku i sprawnie przeprowadził piłkę na atakowaną połowę boiska. Joachim wziął sobie do serca hasło „protect this home” i zarobił pierwszą w tym meczu karę dla Gromu. Jednak Kosynierzy od razu tracą piłkę i to my mamy szansę strzelić gola w osłabieniu. Sytuacja na boisku na początku drugiej kwarty: zupełnie bezradny zespół Kosynierów Wrocław.

Warszawscy obrońcy rządzą na boisku siejąc popłoch i strach w szeregach napastników z Dolnego Śląska. A Grom nadal w natarciu – Wrocław nie jest w stanie wyjść z z właśnej części obronnej, gdyż już napastnicy bezlitośnie wybijają im piłkę z kijów. Sporadyczne próby konstruowania akcji kończą się jednym strzałem, który broniący dla Gromu bramkarz Hussars potraktował jak podanie.

Jednak taka gra jest wyczerpująca – czas więc na zmiany. Wrocławianie zaczynają grać coraz groźniej. Pierwsza, druga akcja. Pomocnicy w zielonych koszulkach nie grają już tak pewnie w obronie. Podczas próby ataku, przy walce o ground balla najpierw traci kij, a potem popchnięty zostaje Talent. Upada na piłkę, co sędziowie kontrowersyjnie interpretują (gdyż stali tyłem do akcji) jako zagranie ręką. Jest kara i robi się coraz bardziej nerwowo.

Napór Kosynierów na bramkę Zielonych trwa. Szybkie wznowienie, nieprecyzyjne podanie, które jednak znajduje drogę do kija napastnika z Wrocławia. Obrona nie zdążyła się ustawić i Kosynier nie marnuje tej okazji – kilka sekund od wykluczenia Talent wraca na boisko, a wynik gry do remisu.

Strata bramki otrzeźwia zawodników Gromu. Wydaje się, że odzyskamy inicjatywę w meczu. Jednak lacrosse jest też grą szczęścia. W wyjątkowo niekorzystnej sytuacji, atakowany przez dwóch obrońców, napastnik Kosynierów decyduje się na strzał. Piłka z małą prędkością zmierza w światło bramki, ale bramkarz zasłonięty przez zawodników za późno zauważa niebezpieczeństwo i Kosynierzy znów prowadzą. Tak, jak na początku drugiej kwarty dominował i pięknie grał Grom, tak zmęczeni zawodnicy ustąpili konsekwentnie, ale mało widowiskowo grającym Wrocławianom.

Z powodu zmęczenia i krótkiej ławki Grom musiał zdecydować się na rozpaczliwy manewr wymiany między formacjami. Napastnicy przejęli zadania pomocników, a pomoc została na kwarcie atakującej. Bez większych emocji dotrwaliśmy w takim ustawieniu do połowy meczu.

Damy radę!

Znów, na początku 3 części spotkania przeważał Grom. Graliśmy uważnie w obronie i przebojowo w ataku. Dominacja w defensywie, która była zasługą doświadczenia zawodników z pierwszej linii, znów zaowocowała piękną akcją zakończoną golem. Najpierw Joachim czysto scheckował pomocnika Kosynierów. Podał do wybiegającego szeroko Susła, który opanował piłkę, później zrobił v-cut, wciągając dwóch defensorów z Wrocławia. Wszystko rozegrało się jeszcze na połowie bronionej przez Grom. Manewr ten pozwolił na uwolnienie się i podanie czystej, długiej piłki do niekrytego w ataku Jima. Ten zagrał na jedno tempo do Garetta, który ustawiał się na świetnej pozycji. Zbiegając do bramki znalazł się sam na sam z bramkarzem Kosynierów, któremu nie dał żadnych szans. Go Kraków! Grom znów w grze! 3:3.

Wznowienie i piłka w posiadaniu Kosynierów. Doskonała postawa obrońców, którzy intuicyjnie pomagają sobie w przejmowaniu graczy ataku powoduje, że mimo wymienienia kilku podań po obwodzie Wrocławianie nie zagrozili naszej bramce. Za to Grom znów zagrał to, w czym jest najlepszy – przejął piłkę w obronie, szybko otworzył pomocników, którzy znajdowali się w pozycji do pewnego podania – dalej błyskawiczne przeniesienie piłki na atakowaną połowę i kolejne zagrożenie dla wrocławskiej bramki.
Grom znów przeprowadza zmiany i Wrocław atakuje. Jeden strzał łapie bramkarz, który popełnia jednak beznadziejne podanie i kilka metrów przed creas’em . Kolejny strzał blokują obrońcy jednak do piłki dopada napastnik Kosynierów i bez problemu, strzałem do pustej bramki, znów wyprowadza swoją drużynę na prowadzenie 4:3

Wygląda na to, że zespół z Wrocławia znalazł sposób na nieoczekiwanie niechętnych do uległości Warszawiaków (ze wsparciem z Poznania i Krakowa) – uważna obrona przeciw zawodnikom z pierwszego składu, którzy wraz z upływem czasu będą coraz bardziej tracić siły i liczenie na prawdopodobny błąd zmienników. Ta taktyka się opłaca, bo znów po sporym zamieszaniu strzałem z biegu gola zdobywa J.Rydzak. Od poprzedniej bramki minęła tylko minuta, a wynik to już 5:3 dla Kosynierów.

Grom, zamiast się poddać, ambitnie walczy o każdą piłkę. Z poza boiska głośno i gorąco dopingują warszawską drużynę zawodniczki Sztormu Warszawa. Nie dość, że podrywają podłamanych chwilowo zawodników w zielono-złotych strojach, to dzięki ich dopingowi nawet pogoda momentalnie się poprawia. Wygląda więc na to, że Grom mimo dwubramkowej straty, w przeczący logice sposób postanowił wygrać ten mecz. „W końcu” – argumentował na ławce rezerwowych Tomek – „możemy strzelić tą jedną bramkę”. „Jedną bramkę?” – zdziwił się Karol – „My strzelimy przynajmniej trzy!”.

Do roboty wzięli się napastnicy. Mimo zdecydowanych ataków obrońców z Wrocławia utrzymują się przy piłce. Zasłaniając się przy scoopie Karol został z bezsilności popchnięty w plecy i wrocławski obrońca musiał opuścić boisko. Czy Grom wykorzysta grę w przewadze? Karol wznawia. Atak – zgodnie z poleceniami Glena, któremu kontuzjowana noga nie przeszkadzała kierować przez cały mecz poczynaniami swoich podopiecznych, rozciąga obronę. Bezlitośnie wykorzystuje to sam poszkodowany. W grze 1 na 1 obrońcy nie mają szans, a Karol precyzyjnym strzałem nie daje ich też bramkarzowi. Kontaktowy gol i zanosi się na to, że Grom nie zamierza się poddać, zmieniając wynik na 5:4.!

Po wznowieniu trwa atak na bramkę M.Rydzaka. Przy walce o ground balla obrońca z Wrocławia przypadkiem upada na wspierającego nas Karola z Poznania. Ten zwija się z bólu trzymając się za nogę. Sędziowie nie reagują, więc Grom bierze czas. Kulejąc, nasz napastnik schodzi z boiska dodatkowo uszczuplając i tak przecież wątłe rezerwy stołecznej ekipy. Jednak to dodatkowo mobilizuje Grom do walki. Po wznowieniu błyskawicznie przejmują piłkę. Joachim długim, precyzyjnym podaniem otwiera Garetta, który po raz kolejny wykorzystuje wszystkie atuty napastnika – bez problemu obiega powolnego obrońcę i strzałem od ziemi wyrównuje stan spotkania. Grom w natarciu, kibice szaleją, niesamowita zmiana oblicza meczu przy stanie 5:5!

Bezsilny Wrocław znów traci inicjatywę i stara się ją odzyskać nieszkodliwymi strzałami z dystansu, szczelna obrona nie popełnia już błędów do końca kwarty. Oba zmęczone zespoły schodzą wykorzystać ostatnią przerwę w meczu, w którym wszystko jeszcze może się zdarzyć.

Pierwsza połowa to pokaz czystej gry z obu stron. Po wznowieniu bliski zdobycia kolejnej bramki jest Garrett, ale Kosynierów ratuje bramkarz. Kontrę wyprowadza Wrocław. Szybkie podanie na drugą stronę boiska do boku, potem dogranie do wbiegającego napastnika i po modelowej akcji znów prowadzą Kosynierzy. Mimo asysty trochę spóźnionych obrońców stan meczu to już 6:5.

Warszawa na cios odpowiada wzmożonym wysiłkiem. Karę zalicza po raz kolejny zawodnik z Wrocławia, gdy Karol szaleje pod bramką Kosynierów. Najpierw dwukrotnie strzela, potem z dystansu stara się trafić Joachim. Grom nieustanne napiera na obronę przeciwników. Kilka szybkich podań i piłka znajduje wreszcie drogę do siatki. Niezawodny w tym meczu Garett doprowadza do wyrównania. Najpierw swoim klasycznym zagraniem między kilkoma obrońcami wchodzi z rogu boiska Talent. Upuszcza piłkę, jednak prosto w kij Garetta, który techniczne, skróconym strzałem sprawia, że mecz tak naprawdę zaczyna się dla obu drużyn na nowo, przy stanie 6:6.

Po wznowieniu przy piłce utrzymują się Kosynierzy. Grom wprowadza najmocniejszą formację defensywną i swoich najbardziej doświadczonych graczy. Bezsilni Kosynierzy tracą raz za razem piłkę po niecelnym podaniu. Niestety. W walce o piłkę skurcz łydki dopada Susła, którego zmienia Łukasz. Zmotywowany od samego początku mocno naciska przeciwnika w obronie. Taka gra się opłaca, bo coraz więcej sił tracą Wrocławianie, a odpoczywają zawodnicy Gromu, którym zostały tylko 2 zmiany. Gdy tylko Warszawiacy zdobywają piłkę grają nią długo i mądrze. Tytanicznie walczą – już w kwarcie obronnej – napastnicy w zielonych koszulkach, którzy uniemożliwiają rozgrywanie piłki zawodnikom z Wrocławia.

Znów kontrolę nad sytuacją na boisku ma Grom. Gdy tylko może, stara się wcześnie rozbić ataki Wrocławian, samemu kąsając niebezpiecznymi zagraniami. Niestety, po raz kolejny kontuzji doznaje zawodnik drużyny z Warszawy. Tym razem, do „kompletu geograficznego” dołącza Łukasz z Krakowa.

Pod naporem Kos

To po raz kolejny motywuje Joachima, którego bezsilny rywal atakuje kijem pod kask – niebezpieczny crosscheck to 5 minutowe wykluczenie. Grom już udowodnił, że świetnie wykorzystuje przewagi, ale czy zmęczeni gracze dadzą radę przekuć to na bramkę?

Joachim wprowadza piłkę i pięknym podaniem uruchamia Talenta. Ten się nie zastanawia i strzela, tylko nieznacznie mijając bramkę. Wyścig do linii wygrywa Karol i to on wznawia grę za boiska. Podaje do Talenta. Ten do wbiegającego Garretta. A idealnie obsłużony zawodnik Kraków Knighst znów pokonuje bramkarza Wrocławian. 7:6!

Do końca meczu 4 minuty, a Grom nie ma już zmian. O każdą piłkę toczy się heroiczna walka. Daniel, zmotywowany kilkoma atakami zawodników z Wrocławia samodzielnie rozpycha trzech gigantycznie przy nim wyglądających obrońców i zdobywa piłkę dla Gromu. Kontuzjowani zawodnicy na ławce aż rwą się na boisko, a napastnicy systematycznie bombardują bramkę Kosynierów. Warszawska drużyna gra jak natchniona. Każdy daje z siebie więcej, niż kiedykolwiek wcześniej.

Motywacja, silna wola, sportowa ambicja aż emanuje z każdego gracza. Obrońcy dosłownie miażdżą przeciwników, którzy starają się uniknąć celnych ataków długimi kijami. Pomocnicy walczą przy linii środkowej. Daniel skutecznie wypycha Wrocławianina, który wychodzi z piłką na aut. Wznawia Joachim. Podaje do Karola, ten ze środka obiega dwóch obrońców ustawiając się do strzału prawą ręką i potężnym uderzeniem odbiera Kosynierom szansę na zwycięstwo. Grom Zwycięski, Grom Tryumfujący, Grom w Euforii!!!

Defense wins Championships

Ale walka trwa. Napastnicy ścierają z obrońcami, aby oddalić grę od własnej bramki. W zamieszaniu zderzają się Karol i Bartek. Ten drugi już nie wróci do gry. Ale do końca meczu coraz mniej czasu, a na tablicy niespodziewany wynik – prowadzi Grom. Walczą też obrońcy, a gdy oni zawodzą, interweniuje bramkarz. Po jego kapitalnej obronie kończy się mecz!

Po ostatnim gwizdku zawodnicy Gromu rzucili się świętować zwycięstwo. Och, jak słodki jest jego smak! Och, jakie to uczucie ściskać się ze swoimi kolegami z drużyny. Jak nieistotny jest ból i zmęczenie!

Tu dobiega końca moja opowieść. To, co działo się w szatni i później, gdy całą drużyną najechaliśmy przemiły lokal Cafe del Mar, możecie znaleźć w kronikach policyjnych.

The end

Tekst: Marcin „Suseł” Susmanek
Zdjęcia: Michał Leśniewski, www.micles.neostrada.pl

Podsumowanie turnieju w Poznaniu:
Grom Warszawa – Poznań Hussars 4:9
Kosynierzy Wrocław – Poznań Hussars – 2:3
Grom Warszawa – Kosynierzy Wrocław – 7:6

1. miejsce – Poznań Hussars (6 punktów) [12:6]
2. miejsce – Grom Warszawa (3 punkty) [11:15]
3. miejsce – Kosynierzy Wrocław (0 punktów) [8:10]

Read Full Post »

W miniony weekend w Poznaniu na boiskach KS Posnanii rozegrano turniej lacrosse. Wzięły w nim udział cztery drużyny: Poznań Hussars A i B, Kosynierzy Wrocław i Grom Warszawa. Z przyczyn technicznych rozegrano tylko pięć spotkań.

Pierwszy, bardzo wyczerpujący dla nas mecz przegraliśmy z Kosynierami 0:6. Następnie Hussars wygrali ze zmęczonym już wrocławskim składem 7:1. Trzeci mecz rozegrany został między Gromem a drużyną Hussars B. Wspomagani przez kilku wrocławian wygraliśmy ten mecz 6:0. Czwarte spotkanie między Kosynierami a z minuty na minutę coraz lepiej grającym drugim składem Poznania skończyło się wygraną Wrocławia 5:0. Ostatni mecz Grom – Hussars A zakończył się wynikiem 0:5.

Jak widać formuła turnieju była bardzo wymagająca. Wyrazy uznania należą się wszystkim tym, którzy pomogli naszej niepełnej drużynie, szczególnie Jankowi i Mateuszowi Rydzakowi, którzy pomagając nam zagrali we wszystkich pięciu meczach. Dziękujemy również Maćkowi, Wojtkowi, Danielowi, Konradowi i Tadeuszowi za granie z nami. Gromowe Hip Hip Hura! dla Was wszystkich.

Wielkie dzięki dla Poznań Hussars za organizację turnieju i za ciepłe przyjęcie.

Pierwsza w historii wygrana jest świetnym powodem do świętowania i niewątpliwie wykorzystamy go w celach konsumpcyjno-browarnych już wkrótce.

Dziękujemy wszystkim za mile spędzony weekend i do zobaczenia na boisku.

Sticks up!

Read Full Post »

Tak oto mieliśmy szansę brać udział w jedynym w swoim rodzaju przedsięwzięciu: tworzeniu drużyny narodowej. Barwy klubowe odłożyliśmy na bok i przywdzialiśmy Biało-Czerwone. Mimo zimna i deszczu pracowaliśmy ciężko by nasz sen o Mistrzostwach się spełnił.

Read Full Post »

Witam i zapraszam wszystkich już dziś 28 Marca 2009, na jedyny w swoim rodzaju, pierwszy w historii trójstronny turniej lacrosse, a zarazem na historyczny debiut drużyny Grom Warszawa Lacrosse. Wszystkich zainteresowanych zapraszamy na boisko z żółtymi trybunami przy ulicy Obrońców Tobruku 11 na Bemowie. Turniej oficjalnie rozpocznie się o godzinie 12:30 a zakończy się najpóźniej o 17:00. Oprócz debiutującego zespołu Grom Warszawa, swoje umiejętności zaprezentują formacje Poznań Hussars i Kosynierzy Wrocław. Zamierzamy się przede wszystkim dobrze bawić i sporo nauczyć.

Mamy zaszczyt gościć na turnieju świetnego trenera University College Dublin Lacrosse, pana Christiana Arnolda, który zgodził się sędziować turniej. Wczoraj wieczorem mieliśmy niewątpliwą przyjemność trenowania pod jego czujnym okiem. Nie ukrywam, że gdyby nie ten trening, nasze dzisiejsze granie ma szansę wyglądać na składne. Upewniliśmy się również wszelkich zasad, które nas obowiązują i jesteśmy gotowi stawić czoło naszym rywalom 🙂

Plakat Turniejowy

Read Full Post »